Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1483

Ta strona została przepisana.

barce margrabiego, wstrzymał na chwilę swoje wiosła i zwróciwszy się do David’a, zawołał:
— Co mam robić, ażeby im dopomóc? Czy mam...
Nie dokończył słów swoich.
Porzucił swoje wiosła, pobiegł na przód czółna i rzucił się w wodę. Uchwycić wiosła, które Fryderyk tak nierozważnie porzucił i z rozpaczliwem natężeniem zwrócić czółno w stronę, gdzie syn pani Bastien zniknął w wodzie, te było pierwszą myślą i czynem David’a; po dwóch minutach nieopisanej trwogi ujrzał nareszcie Fryderyka, wydobywającego się na powierzchnię wody, ciągnącego za sobą jakieś ciało.
Po kilku poruszeniach wiosła, David zbliżył się do swego ucznia.
Ten uchwycił się ręką przedniej części czółna, drugą zaś utrzymywał nad wodą Rudolfa de Pont-Brillant bladego i bez przytomności, którego twarz zbroczona była krwią.
Uderzony gruzem, który o mało nie zatopił jego barki, margrabia wpadł do wody, a jego przestraszeni wioślarze ratując siebie, o tem tylko myśleli, ażeby statek oswobodzić od gruzów i belek, które się na niego zwaliły. Zaledwie jednak statek odzyskał równowagę, gdy sternik spostrzegł zniknięcie swego pana, z przerażeniem oglądał się dokoła barki, aż nareszcie spostrzegł Rudolfa, którego Fryderyk ocalił.
Sześciu wioślarzy dosięgło wkrótce czółno i przyjęli do swej barki Rudolfa de Pont-Brillant bez żadnego znaku życia.
Fryderyk dostał się z wody do czółna, ale w tejże samej prawie chwili wioślarze zamkowi krzyknęli na nich z przerażeniem:
— Ratujcie się! drzewo was rozbije.
Rzeczywiście, David, zajęty Fryderykiem, nie spostrzegł kilkunastu ogromnych kloców drzewa, które zbliżały się ku nim w największym pędzie.