Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1496

Ta strona została przepisana.

snościami światła? było to dla mnie tak pociągające, jakby jaka powieść fantastyczna.
— Albo ta śliczna kompozycja Mozarta, którą nam zagrał? Wiesz, ów chór geniuszów z Fletu zaczarowanego!? Było to coś tak wzniosłego, tak eterycznego. Jakie to szczęście, że my, biedni, nieświadomi nie znaliśmy dotąd Mozarta, jest to dla nas toż samo, jak gdybyśmy odkryli jakiś skarb harmonji.
— A ta anegdota o starym Haydenie, jakież to rozczulające!
— A to, co nam opowiadał o związku braci morawskich i uczniów Owena w Ameryce. Jakżeby mało było nędzy, ile szczęścia spłynęłoby dla tylu biednych ludzi, gdyby myśli te i w naszej okolicy mogły znaleźć zastosowanie!
— Czy zauważyłeś, matko? Jemu łzy stały w oczach, kiedy mówił o szczęściu, które mogłoby się stać udziałem tylu cierpiących.
— Ah! moje kochane dziecię, posiada on najszlachetniejsze serce, jakie tylko może być na świecie.
— Jak my go też za to kochamy, moja matko! O! słuchaj, powinniśmy go tak kochać, tak szczerze kochać, ażeby mu było niepodobieństwem opuścić nas kiedykolwiek. On już niema rodziny, jego najlepszy przyjaciel, doktór Dufour, jest naszym sąsiadem, gdzieżby panu David‘owi mogło być lepiej, niż u nas?
— Nas opuścić — zawołała Marja — nas opuścić, wszakże to on udziela nam siły, wiary i ufności w przyszłość! Czyżby on mógł nas teraz opuścić!
I tu stara Małgorzata była znowu zmuszona wystąpić powtórnie.
— Na miłość Boską, niechże się pani położy, wszakże to już druga godzina — wołała stara służąca. — Pani już od szóstej godziny na nogach, i pan Fryderyk także, a przez cały dzień tyle było krzątania, niechże się pani zastanowi!
— Małgorzata ma słuszność, że nas tak łaje, moje dzie-