Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1500

Ta strona została przepisana.
XXXII.

Pogoda była piękna, słońce zimowe jaśniało iskrzącym blaskiem.
Marja, wyszedłszy pod skromną wystawę osłaniającą wejście do folwarku, ujrzała około stu osób, mężczyzn, kobiet i dzieci, ubranych w grube, lecz ciepłe i nowe suknie, przeciągających porządnym szykiem i ustawiających się w ogródku.
Orszak ten kończył się wozem, przystrojonym w gałęzie jodłowe, na którym znajdowało się niewielkie czółno, podobne do używanych powszechnie w tamtejszej okolicy i zupełnie takież samo, jakiego Fryderyk i David używali podczas wylewu do uratowania nieszczęśliwych.
Za wozem, który się zatrzymał u furtki ogrodowej, postępowała próżna kareta, zaprzężona w cztery konie pod kierunkiem dwóch małych pocztyljonów w liberji margrabiego de Pont-Brillant; w tyle siedziało na koźle dwóch lokajów.
Na czele orszaku postępował Jan-Franciszek, dzierżawca; prowadził on dwoje swoich dzieci; jego żona niosła najmłodsze na ręku.
Skoro dzierżawca ujrzał panią Bastien, przystąpił bliżej.
— Dzień dobry, Janie-Franciszku — rzekła do niego młoda niewiasta — czegóż to żądają ci poczciwi ludzie, którzy wam towarzyszą?
— Chcielibyśmy, proszę pani, pomówić z panem Fryderykiem.