Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1509

Ta strona została przepisana.

— Byłem, ażeby się pożegnać z tobą.
— Mój Boże! a gdzież ty chciałeś pójść?
— Chciałem odebrać sobie życie.
Marja krzyknęła przeraźliwie i zbladła okropnie.
— Fryderyku — rzekł David — widzisz teraz, jaka to nierozwaga!
— Nie, nie, panie David — odpowiedziała młoda niewiasta z wymuszonym uśmiechem — jest to z mojej strony tylko śmieszna słabość. Alboż to nie mam mego syna w moich objęciach, przy mojem sercu?
I mówiąc te słowa uchwyciła Mar ja syna siedzącego przy niej na sofie w swoje objęcia; i całując go w czoło, dodała rozrzewnionym głosem:
— O! wszakże mam ciebie, tutaj przy sobie. Teraz niczego się nie lękam, wszystko mogę słyszeć.
— Dobrze, droga matko! dręczony zazdrością, prześladowany przez wyrzuty sumienia, jakie słowa twoje we mnie wzbudziły, pragnąłem zakończyć życie. Wyszedłem z panem David’em, umknąłem mu. Lecz udało mu się wynaleźć mój ślad. Tymczasem pobiegłem do Loary, i kiedy przybył...
— Ah! nieszczęsne dziecię! — krzyknęła Marja — więc gdyby nie on, byłbyś zginął!
— Tak jest, widząc się bliskim śmierci, wołałem ciebie, moja matko... Usłyszał on mój krzyk... rzucił się w rzekę, i...
Tu Małgorzata przerwała Fryderykowi dalsze opowiadanie.
Tym razem atoli stara służąca weszła do pokoju nie z uśmiechem i postawą triumfującą, ale bojaźliwie, niespokojnie, odzywając się do swej pani zcicha, jak gdyby jej miała oznajmić jaką nieszczęśliwą wiadomość:
— Pani, pani, pan jedzie.