Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1525

Ta strona została przepisana.

czym wyrazem Jakóba, ale uwierzyła im nawet sama Marja, i z tego powodu jeszcze większą uczuła bojaźń.
Rzeczywiście, ten udany spokój męża, który tem więcej bladł, im więcej pił, jego szyderski uśmiech... jego oczy jaśniejące jakąś złowrogą radością, kiedy od czasu do czasu spojrzał na Fryderyka lub matkę, podniosły trwogę młodej kobiety do najwyższego stopnia. Z tego to powodu przy końcu obiadu, skinąwszy poprzednio na Fryderyka, ażeby za nią wyszedł, powiedziała do Jakóba:
— Kochany mężu, czuję się znużoną i cierpiącą nieco, pozwól mi oddalić się z moim synem.
— Jak ci się podoba — odpowiedział Jakób; — jak ci się podoba, kiedy się kto przymusza, niema wtedy do niczego ochoty... Nie przymuszaj się zatem, i ja się także przymuszać nie będę... bądź tylko spokojną; tylko cierpliwości.
Ponieważ Marja nie miała żadnej odpowiedzi na te słowa, które były równie dwuznaczne jak poprzednie, i zapewne ukrywały w sobie jakiś tajemny złośliwy zamiar, przeto podniosła się od stołu, gdy tymczasem Fryderyk, na znak swej matki, zbliżył się do Jakóba i powiedział do niego z uszanowaniem:
— Dobranoc, ojcze.
Jakób odwrócił się do kuma, nie odpowiedziawszy nic swemu synowi, i rzekł do pana Bridou, mierząc Fryderyka szyderskim wzrokiem.
— Jakże on ci się podoba?
— Bardzo ładny chłopiec, na uczciwość.
— Niedługo skończy lat siedemnaście — dodał Jakób.
Jest to najstosowniejszy wiek dla nas — odpowiedział Bridou, spojrzawszy porozumiewawczo na Jakóba, który potem rzekł opryskliwie do syna:
— Dobranoc.
Marja i Fryderyk oddalli się, zostawiwszy jeszcze przy stole Jakóba Bastien i jego kuma Bridou.