Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1536

Ta strona została przepisana.

— Zostań tu!
— Bądźże cicho... Bastien! — rzekła nieszczęśliwa kobieta, którą opanowała nowa trwoga na myśl, że David i Fryderyk mogą się zbudzić na odgłos tej kłótni i przybyć do pracowni.
Poczem, przewidując nowe obelgi i postanowiwszy znieść je cierpliwie, Marja dodała drżącym głosem:
— Ulituj się i nie mów tak głośno, mogliby nas posłyszeć. Wysłucham cię zupełnie, jakkolwiek ta rozmowa będzie dla mnie przykrą.
— Powiedziałem ci tedy, że od czasu jakeśmy się pobrali, nic z ciebie nie miałem; sługa, którejbym zapłacił dwadzieścia talarów zasług, byłaby moje gospodarstwo lepiej z mniejszym kosztem prowadziła.
— Może — odpowiedziała Marja z gorzkim uśmiechem — ta sługa nie byłaby tak wychowała twego syna jak ja.
— Tak? ażeby nienawidził swego ojca?
— Bastien!
— Dosyć tego!!! Widziałem ja to dzisiaj wieczorem. Gdybyś go nie była wstrzymała, byłby mnie może zelżył i zupełnie przeszedł na twoją stronę. Jest to rzeczą bardzo naturalną, i nie on jeden jest taki. Skoro tutaj przybędę, do mego mieszkania, do mego własnego domu, wtedy każdy mówi: przyjechał nasz nieprzyjaciel, wróg, straszydło, wilkołak! Dobrze! Ja też pragnę teraz zostać takim wilkołakiem, tego tylko sobie życzę.
— Mylisz się, zawsze wpajałam w twego syna uczucie szacunku, jaki ci się należy, a nawet dzisiaj wieczorem.
— Milcz! — Zawołał olbrzym, przerywając swej żonie, i prowadząc dalej swą myśl z uporem człowieka pijanego, który całą pozostałą przytomność umysłu w jednej skupia idei.
— Mówiłem więc — rzekł dalej — że od czasu naszego małżeństwa żadnego nie miałem z ciebie pożytku; z mego syna zrobiłaś wietrznika, który chce mieć guwernerów