Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1541

Ta strona została przepisana.

I Bastien postąpił jeszcze o jeden krok bliżej.
— Zaklinani cię, wysłuchajże mnie...
— Po raz trzeci.
I wyciągnął rękę, chcąc uchwycić żonę.
Cóż ta nieszczęśliwa miała czynić?
Krzyczeć... wołać o pomoc?
W takim razie zbudziłby się Fryderyk i David i przybiegliby na usłyszany hałas, dla Marji zaś było to jeszcze okropniejsze, niż to haniebne i okropne wygnanie: jej wstyd... na tę okropną myśl, że syn jej mógłby zobaczyć jak się broniła przeciw mężowi, który ją nawpół nago chciał wyrzucić z domu, jej godność żony i matki więcej się jeszcze oburzyły na tę myśl, niż na przypuszczenie rozpaczliwej walki pomiędzy jej synem a mężem, walki, która mogłaby się zakończyć morderstwem, ojcobójstwem; gdyż Fryderyk stając w obronie matki wygnanej z własnego domu, niczem nie dałby się zastraszyć.
Uległa więc Marja okropnemu losowi i kiedy Jakób przybliżył się do niej, ażeby ją uchwycić, wołając: Po raz trzeci!... wynoś się natychmiast! odpowiedziała z drżeniem — dobrze... dobrze... wychodzę, natychmiast, wychodzę, tylko nie krzycz... zaklinam cię, nie krzycz...
Pełna trwogi i przerażenia, wyciągnęła ręce do Jakóba, który się coraz więcej przybliżał, pokazując jej drzwi, a postępując tyłem, doszła nareszcie do końca sieni.
Bastien otworzył drzwi.
Zimny, przejmujący wiatr zawiał z dworu.
Przed domem było zupełnie ciemno, bielał tylko śnieg, który padał gęstemi płatami.
— O! mój Boże! jakaż to noc! — rzekła Marja zcicha i pomimo odwagi swojej ciężką przejęta trwogą, a odwróciwszy się jeszcze dodała — łaski... Jakóbie, łaski!...
— Dobranoc — zawołał nędznik z okropnym szyderskim śmiechem, wypychając żonę z sieni, poczem zamknął za nią drzwi i rygiel zasunął.