Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1543

Ta strona została przepisana.
XXXVII.

Wygnawszy w tak okrutny sposób swą żonę, Jakób Bastien chwiejnym krokiem wrócił do swego pokoju i, rzuciwszy się w ubraniu na łóżko, głęboko zasnął.
O trzeciej godzinie zrana Małgorzata przyniosła światło do pokoju swego pana, jak jej to zeszłego wieczoru zalecił; spał jeszcze wtedy tak głęboko, że z trudnością go obudziła i oznajmiła mu, że stary Andrzej już zaprzągł.
Odurzony jeszcze snem i wyziewami wina, które mąciły jego myśli, Jakób otrząsnął się w sukniach, jak dziki zwierz w swej skórze, przeciągnął rękę po długich, powikłanych szczeciniastych włosach, wdział na siebie ciężką kozią szubę, przepłukał usta kieliszkiem wódki i wysłał Małgorzatę z oznajmieniem panu Bridou, że już wszystko było gotowe do podróży.
Głowa Jakóba była ociężała, wyobrażenia zmącone i ledwie niewyraźnie przypominał sobie swój okrutny postępek z żoną; z trudnością opierał się gwałtownej chęci dłuższego spania, a, oczekując swego towarzysza podróży, usiadł na krawędzi łóżka i znowu zaczął drzemać, gdy wtem wszedł do pokoju Bridou.
— Dalej, Jakóbie, dalej — zawołał Bridou — a czegożeś ty taki zaspany, stary, otrzeźwijże się.
— Jużem gotów, już — odpowiedział pan Bastien, wstawszy z łóżka i przecierając sobie oczy — głowę mam okropnie ciężką, i zdaje mi się, jak gdybym piasek miał