Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1567

Ta strona została przepisana.
XLI.

Czytelnik przypomina sobie zapewne, że pan Bridou w chwili wyjazdu z Jakóbem Bastien do Blemour, włożył na siebie futro swego przyjaciela. Będąc jeszcze nawpół podchmielonym, pan Bastien, jakkolwiek mu to stary Andrzej silnie odradzał, uparł się koniecznie, ażeby pojechać drogą, która jeszcze była zalana wodą wezbranego przyległego stawu. Koń wpadł na głębinę, a bryczkę porwał prąd wody; wprawdzie udało się panu Bridou wyskoczyć z bryczki, ale zapędzony przez wodę aż do koła bliskiego młyna, został przez nie zupełnie zgnieciony. Część jego szuby zaczepiła się na kole, a w kieszeni znaleziono kilka odpieczętowanych listów pod adresem pana Bastien. Stąd powstała owa nieszczęsna pomyłki, że myślano, iż pan Bastien został zgnieciony przez młyńskie koła, a ciało pana Bridou, uniesione przez wodę, na zawsze znikło.
Ponieważ pan Bastien był bardzo otyły i nie zdołał wydobyć się z bryczki, przeto okoliczność ta stała się w obecnej chwili środkiem jego ocalenia. Koń, pędzony jakiś czas przez wodę, dostał się nareszcie na mieliznę: lecz tu, wdrapawszy się z największym wysiłkiem na bardzo spadzisty wzgórek, upadł nareszcie: skutkiem tego przewróciła się bryczka, a Jakób ciężko raniony w głowę, pozostał bez przytomności na miejscu. Rano dopiero robotnicy, udający się na pole, znaleźli go tutaj i zanieśli do odosobnionej osady, która od miejsca tego wypadku była dosyć znacznie oddalona.