Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1581

Ta strona została przepisana.

jak postronki; jego rysy wyrażały pewien rodzaj dzikiego zadowolenia; zdawało się, że grożące niebezpieczeństwo stawiało go w jego żywiole i że dopiero teraz swobodnie oddychał. Ten popędliwy charakter, ta natura gwałtowna, burzliwa, prawie ciągle zostająca pod przymusem i krępowana tysiącznemi względami, nie mogła nigdy dosięgnąć swej zupełnej swobody, całej swej potęgi czynu chyba tylko wśród uniesień walki, niebezpieczeństwa i gniewu. Niecierpliwość i zapał Iwona były tak wielkie, że rozebrawszy się szybciej od adwokata, byłby się rzucił na mego, gdyby dwaj jego świadkowie nie byli go wstrzymali za ręce.
Nareszcie stanęli na oznaczonem miejscu i jeden ze świadków wymówił te uroczyste słowa:
— Panowie, zaczynajcie.
Cloarek uderzył na swego przeciwnika z tak natarczywą wściekłością, że ten, zdziwiony tem gwałtownem natarciem, zachwiał się, osłaniając się wszakże z całą zręcznością; lecz nie więcej jak po dwóch minutach walki, zapaśnik jego przebił mu rękę nawylot i adwokat mimowolnie upuścił swą szpadę.
— Stójcie, panowie — zawołali świadkowie, ujrzawszy jednego, z walczących rozbrojonym.
Na nieszczęście Bretończyk tak był uniesiony gniewem, że nie usłyszał wcale tych słów pokoju: stójcie, panowie, i z podwójną gwałtownością uderzył na swego przeciwnika; lecz ten, złożywszy już zresztą dowody dostatecznej odwagi w dotychczasowej walce, a widząc się bez żadnej obrony wystawionego na ciosy szaleńca, odskoczył na bok, odwrócił się nagle i uciekł z oznaczonej mety.
Wściekły Bretończyk rzucił się za nim w pogoń, ale jego świadkowie dognali go i rozbroili nie bez oporu przecie i z jawnem niebezpieczeństwem, gdy tymczasem jeden z przyjaciół adwokata obwiązywał chustką jego ranę, która jednak nie wzbudzała poważniejszej obawy.
Świadek Cloarek‘a ofiarował grzecznie swój powóz ra-