Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1591

Ta strona została przepisana.

rumieniwszy się po same uszy — mówiąc to me miałam nic złego na myśli.
— Jaka to szkoda, że pani Cloarek nie chce skorzystać z tej sposobności, ażeby się także przebrać — odezwała się znowu inna szwaczka, chcąc przerwać tę poważną rozmowę.
— Ah! — zawołała jedna z jej towarzyszek ze smutnem i zazdrosnem westchnieniem — gdybym była na miejscu pani Cloarek, nie opuściłabym tak pięknej sposobności, jaką jest bal kostjumowy. Takie szczęście, być może, tylko raz jeden w życiu się przytrafi.
— Gdybyście wiedziały, moje panny — odpowiedziała pani Robertowa — dlaczego pani Cloarek pozbawia się tego szczęścia, pewniebyście się nie dziwiły tak bardzo.
— Cóż więc panią sędzinę wstrzymuje od pójścia na tę zabawę?
— Nie można tego powiedzieć takim młodym panienkom — odpowiedziała powiernica pani Cloarek uroczystym tonem, gdy tymczasem młode szwaczki zaczynały zabierać się do domu, ponieważ noc się już zbliżała.
— W chwili, kiedy dziewczęta miały wychodzić, nowa osoba przybyła do jadalnego pokoju.
— Ah! otóż i pan Segoffin! — zawołały szwaczki poufale i szydersko. — Dobry wieczór, panie Segoffin! Jakże się pan Segoffin miewa?
Przybyły mężczyzna miał około lat czterdziestu, był wysokiego wzrostu i nadzwyczajnie chudy; nos miał bardzo długi, na końcu lekko zadarty, co nadawało jego twarzy szczególny wyraz; zresztą cera jego była tak wynędzniała, twarz jego bez zarostu tak bez żadnego wyrazu, że można ją było poczytać za pierwszy, najlepiej odbity, egzemplarz maski pajaca, tylko dwoje czarnych i przenikliwych oczu, którym nie zbywało na pewnej złośliwości, ożywiało jego blade, dziwnej poczciwości rysy; mała peruczka, krótka, okrągła i czarna, zdaleka podobna do jedwabnej kalotki, powiększała jeszcze karnawałową śmieszność tego