Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1601

Ta strona została przepisana.

— Wcale nie, ty niezręczna pochlebnico — odpowiedziała Jenny z uśmiechem — to nie moja słodycz, ale jego miłość dla mnie przeistacza tak mojego męża, i czym go dla mnie tak uprzejmym; częstokroć nie mogę powściągnąć się od pewnej dumy, pomyślawszy, że ten nieznośny i gwałtowny człowiek okazuje mi słodycz i czułość.
— Rzeczywiście, pani, trudno być lepszym od pana, i jak pani mówi, widać to już taka jego natura, że tak unosi się, takim charakterom potrzeba częstokroć drobnostki... pozoru... ażeby sprowadzić okropny wybuch.
— To prawda, Zuzanno, ten biedny Iwon, ażeby nie narazić się na żadne tego rodzaju niebezpieczeństwo (i przyznaję, że wspieram tę jego przezorność wszystkiemi siłami), spędza wszystkie wieczory przy moim boku, zamiast, jak wielu innych, szukać przyjemności i rozrywki w niektórych zgromadzeniach publicznych, gdzie jego nieszczęśliwa głowa mogłaby mu wypłatać jakiego złośliwego figla.
— Posłuchaj, pani — rzekła Zuzanna, znajdując nareszcie sposobność zachęcenia swej pani do nakłonienia męża, ażeby nie poszedł na zabawę, gdzie obecność jego mogła wywołać istną burzę — jestem tegoż samego zdania, że pragnąćby należało, ażeby on unikał wszelkiej sposobności wzbudzenia swego gniewu... dlatego to... niechaj mi pani wierzy...
— I cóż, Zuzanno, czemu nie kończysz... co ci jest?
— Mój Boże! czy się pani nie obawia, ażeby ten dzisiejszy bal...
— Ten bal dzisiejszy?...
— Nie dał panu jednej z tych sposobności wywarcia swego gniewu, których się pani tak lęka?
— Co za myśl!...
— Bo to, tam będzie bardzo wiele osób.
— Cóż z tego, ale tam będzie najlepsze towarzystwo miasta, skoro bal dany jest przez teścia prezesa trybunału, w którym zasiada mój mąż.