Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1602

Ta strona została przepisana.

— Tak jest, pani, lecz, zdaje mi się, że na tych balach maskowych częstokroć jedni z drugich żartują, a jeżeliby pan, kórego głowa jest tak porywcza, miał się rozgniewać na kogo...
— Masz słuszność Zuzanno, o tem nie pomyślałam.
— Nie chciałabym pani niepokoić, a jednak...
— Ależ w drugiej strony, mój mąż zbyt dobrze zna warunki towarzyskiego pożycia, ażeby się miał obrażać żartami, przyjętemu w podobnych zabawach, a potem jego szczególne położenie jako sędziego trybunału, w którym prezyduje zięć parta de Boneval, nie pozwala memu mężowi wymówić się od pójścia na ten bal, zgodzono się bowiem, że prawie cały trybunał na nim będzie, dlatego też nieobecność Iwona byłaby prawie uchybieniem względem prezesa, którego podwładnym jest mój mąż.
— Ah! biedna pani — pomyślała Zuzanna — gdyby ona wiedziała jak to jej mąż uznaje zwierzchnictwo prezesa!
— Nie, nie uspokój się, Zuzanno — dodała młoda kobieta — obecność prezesa na tej zabawie, utrzymują go w granicach przyzwoitości, zresztą na prowincji uważa się na wszystko. I jeszcze raz powtarzam, że nie wiedzianoby jak sobie tłumaczyć nieobecność mego męża.
— A jednak, pani...
— Zalecę Iwonowi ażeby pamiętał o sobie.
Zuzanna, obawiając się skutków zaślepienia swej pani, rzekła nareszcie z odwagą:
— Pani, ja mówię, że pan nie powinien pójść na tę zabawę.
— Zuzanno... nie rozumiem...
— Wierzaj mi, pani...
— Ale... cóż takiego?
— Moja droga pani — zawołała Zuzanna, składając ręce — zaklinam panią w jej własnem imieniu, i w imieniu tego dziecięcia, wstrzymaj pani męża, ażeby nie poszedł na dzisiejszy bal.