Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/657

Ta strona została przepisana.

w duchu, muszę też żonie pana Oliwiera dać przepis na niego, nieprawdaż, panie Oliwierze?
— Zapewne, panna Ernestyna będzie wyborną gospodynią, jestem o tem przekonany.
— A te korniszony, których przyrządzania ją wyuczę? Bo to muszą być zielone jak trawa, a chrupać jak orzechy. Bądź pan tylko spokojny, panie Oliwierze, zobaczy pan, jakie ja i żona pańska będziemy panu robiły przysmaczki.
Gerald, któremu pan de Maillefort musiał nareszcie wyznać, że panna de Beaumesnil występowała w charakterze dwóch osób, nie mógł wytrzymać i głośno się roześmiał, pomyślawszy, jak pani Barbancon będzie dawała swoje przepisy kuchenne najbogatszej dziedziczce we Francji.
— Pan się śmieje, panie Geraldzie — zawołała gospodyni — czy pan nie ufa moim wiadomościom?
— Nie lękaj się pani, ufam i wierzę w nie, jak w ewangelję; śmieję się tylko dlatego, że jestem wesół; czemuż się pani dziwi? w takim dniu jak dzisiejszy... to jest rzeczą bardzo naturalną!
— A jednak — odpowiedziała pani Barbancon tonem ponurym i tajemniczym — widziano potwory, które w podobnymże dniu stawały się jeszcze dzikszemi.
— Ej, gdzież tam!
— Słuchaj pan, panie Geraldzie, czy pan wie, jak on sobie postąpił w sam dzień ślubu z Marją Ludwiką, złoczyńca jakiś (pani Barbancon uważała za —byteczne wymieniać nazwisko przedmiotu swej nieustającej odrazy).
— Słuchamy, mamo Barbancon — rzekł komendant Bernard — a potem da mi pani kawę, bo już niedługo wybije szósta godzina.
— Otóż, panie komendancie, ten, którego pan tak kocha, w dniu ślubu swojego z Marją Ludwiką gorszy był jak tygrys dla tego małego, kochanego króla Rzymskiego, który składał do niego swe drobne rączki i wołał milutkim głosem: papo Cesarzu, nie opuszczaj, nie opuszczaj biednej mamy Józefiny.