Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/663

Ta strona została przepisana.

Gerald oddalił się spiesznie, w zamiarze wstąpienia jeszcze po siwą matkę, razem z którą miał pojechać do Herminji.
Oliwier i stary marynarz mieli się już także oddalić, kiedy zatrzymani jeszcze zostali przez panią Barbancon, która, idąc poważnym krokiem, ostrożnie niosła na ręku białą muślinową chustkę, złożoną już do zawiązania na szyję, tylko nadzwyczajnie ukrochmaloną.
— Cóż to znaczy u licha, mamo Barbancon? — zapytał weteran, trzymając już w ręku laskę i kapelusz. — Możnaby myśleć, że niesiesz za procesją jakąś relikwję?
— Panie komendancie — odpowiedziała poczciwa gospodyni, z uczuciem ledwie powściąganej radości — jest to chustka, mała niespodzianka, którą pozwoliłam sobie przygotować dla pana z moich oszczędności, gdyż w dniu dzisiejszym, w dniu tak uroczystym, byłby pan pozostał w swojej czarnej, starej chustce, a to przecież... tak...
Zacna kobieta, wzruszona szczęściem Oliwiera, nie mogła już dokończyć i serdecznie się rozpłakała.
Lubo stary marynarz lękał się w duchu poddać swą szyję temu ubraniu, które widocznie było twarde, jakby z tektury wyklejone, jednakże życzliwa pamięć jego gospodyni tak go ujęła, że powiedział do niej głosem nieco wzruszonym:
— Ah! mamo Barbancon, co to za szaleństwo, powinienem <się z tobą za to porządnie wykłócić.
— Na rogach są wyhaftowane litery J. B. Jakób Bernard — rzekła gospodyni, zwracając z pewną dumą jego uwagę na ten haft, umieszczony na rogach chustki.
— Prawda! to jest moje nazwisko — zawołał starzec, rozrzewniony tym nowym dowodem pamięci jego gospodyni, poczem dodał — poczciwa, zacna kobieta! prawdziwie, wielką, o! wielką sprawia mi to przyjemność.
— Ah! dziękuję kochanemu panu! — zawołała gospodyni, uszczęśliwiona, jakgdyby jakie najświetniejsze otrzymała wynagrodzenie, dodając potem — ale już jest późno,