Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/668

Ta strona została przepisana.

pustkami i złotemi galonami, zbliżył się do loży odźwiernej, przy której poznawszy swego kolegę zawołał:
— Ah! to ty, Wawrzyńcze! Widziałem właśnie powóz twego pana. A cóż? czy tu nie otworzą? Do stu piorunów! Czy tu odźwierni w kozie, gdzie siedzą?
— To prawda, możnaby myśleć, że mają oczy szklane. Patrz, ani się ruszą.
— Wybornie! — rzekł drugi lokaj — księżna nie straci pewnie cierpliwości, Wszakże ona jest bardzo cierpliwa.
— Księżna? — powtórzył pan Bouffard coraz bardziej zmieszany, ale ciągle jeszcze jak przykuty do miejsca.
— Ha! do wszystkich djabłów! otworzycież nareszcie! — krzyknął jeden z lokai.
— Ale panie, do kogoż to pan przybył właściwie? — zapytał pan Bouffard, przyszedłszy nieco do siebie. — O kogo pan się pytasz?
— O pannę Herminję — odpowiedział olbrzym z pewnym rodzajem poszanowania dla osoby, którą jego państwo mieli odwiedzić.
— Tak jest, o pannę Herminję — odpowiedział drugi.
— Pierwsze drzwi od bramy po lewej stronie — odpowiedziała odźwierna, z coraz większem zdziwieniem. — Zaraz panom otworzę.
— Książę, księżna do mojej pianistki! — powtarzał pan Bouffard.
Wtem zapukano na nowo, ale tym razem już prawie z wściekłością; pani Moufflon pociągnęła za sznur i pokazał się trzeci służący w brązowej liberji z niebieskiemi wyłogami wołając:
— Do wszystkich tysięcy! tu, widzę, cały dom głuchy, czy nieżywy! Otwórzcież przecie bramę! hej, prędzej! bramę otworzyć.
Odurzony niemal z podziwu, Bouffard zdecydował się nareszcie na wykonanie swego bohaterskiego postanowienia: podczas kiedy odźwierna zabierała się oznajmić Herminji odwiedziny tak znakomitych osób, były kupiec ko-