Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/728

Ta strona została przepisana.

— Rzeczywiście, jaka to wielka szkoda, a ja się spodziewałem z wami spędzić cały wieczór.
— I dla nas także, panie Paskal, wielką będzie przykrością pozbawić się tej przyjemności.
— Ej! możecie poświęcić dla mnie tę uroczystość familijną, toć matka wasza nie umrze bez tej zabawy.
— Ale panie Paskal...
— Ja powiadam, że zrobicie to dla waszego poczciwego Paskala, nieprawdaż?
— Chcielilbyśmy z całego serca, lecz...
— Ah! odmawiacie mi więc pierwszej drobnostki, której od was żądam?
I pan Paskal wymówił ten wyraz: „mi“ z takim wyrazem, że cała familja zadrżała; uczuła bowiem, jak to mówią powszechnie, swego pana, i, nie rozumiejąc wcale tego dziwnego kaprysu, poddawała mu się ze smutkiem, ażeby nie rozdrażnić tego groźnego człowieka, w którego ręku zostawał los całej rodziny. Poświęcano mu się tedy z uśmiechem na ustach, z udaną wesołością, starając się pokryć żal po chybionej uroczystości familijnej; ale już jakiś dziwny smutek zaczynał chwytać ich za serca, a zaimprowizowany obiad był smutny, wymuszony. Pan Paskal dziwił się w słodkich wyrazach temu pomieszaniu i wzdychając użalał się pocichu:
— Jakto — mówił — ja wam przeszkodziłem: gniewacie się na mnie, niestety! widzę to dobrze.
— My, panie Paskal — odpowiadali nieszczęśliwi z coraz większym niepokojem — cóż pana mogło natchnąć podobną myślą?
— O! ja się nie mylę, widzę doskonale, czuję, bo serce moje mi to powiada. Ah! otóż to świat. Zawsze to jest wielkie uchybienie doświadczać przyjaźni, nawet w rzeczach najdrobniejszych, gdyż one służą niekiedy za miarę większych. A ja, ja, co liczyłem na was jak na prawdziwych przyjaciół. Znowu może nowy zawód.