Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/763

Ta strona została przepisana.

— Niesprawiedliwy! Niestety! pragnąłbym, tego, ale mam aż nazbyt wielką słuszność. Przed chwilą dopiero, mąż pani odmówił jednemu memu żądaniu, teraz pani czyni toż samo. Ah! to smutne, smutne. Na kogóż tu teraz liczyć!
— Jaka odmowa? — zapytała Zofja swego męża, coraz więcej niespokojna — czego ty odmówiłeś, Karolu.
— Niema żadnej potrzeby mówić ci o tem, moja Zofjo kochana.
— Przeciwnie, mnie się zdaje — przerwał Paskal — że dobrzeby było opowiedzieć wszystko pańskiej żonie, kochany Dutertre, możeby ona udzieliła swej rady.
— Panie — zawołał Dutertre, składając ręce z trwogą.
— Co znowu — odpowiedział Paskal — alboż to w małżeństwie z miłości mogą być tajemnice ze strony jednego małżonka dla drugiego?
— Karolu... zaklinam cię, wytłumacz mi, co to wszystko znaczy... Ah! widziałam ja dobrze, żeś ty cierpiał... ale, panie, cóż tutaj zaszło pomiędzy panem i Karolem? — odezwała się do Paskala błagalnym głosem — zlituj się pan, odpowiedz mi.
— O! mój Boże! zaszła tu rzecz nadzwyczajnie prosta, sama pani osądzi.
— Panie — zawołał Dutertre — w imię wdzięczności, jaką jesteśmy panu winni, przez litość, ani słowa więcej, błagam pana na wszystko; bo ja nigdy nie wierzę, abyś pan miał ciągle trwać w swoim zamiarze.
Ojciec Karola, usłyszawszy ze swego pokoju coraz głośniejszą rozmowę, otworzył nagle drzwi, postąpił kilka kroków do salonu, wyciągając ręce przed sobą, i z twarzą wybladłą, zawołał:
— Karolu! Zofjo! mój Boże! cóż to znaczy?
— Mój ojciec! — zawołał zcicha Dutertre z boleścią w duszy.
— Otóż i stary! — rzekł Paskal — wybornie! bardzo mi to na rękę.