Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/766

Ta strona została przepisana.

go od ciebie żąda pan Paskal, wyrzecz je, o mój Boże! kiedy tu idzie o los twego ojca i twoich dzieci...
— Wszakże słyszysz twą żonę, mój kochany Dutertre — dodał Paskal — czyliż i na jej głos okażesz się równie nieczułym?
— Dobrze więc! — krzyknął Dutertre, blady z gniewu i rozpaczy — ponieważ ten człowiek jest bez litości, dowiedźcie się więc o wszystkiem, ty, mój ojcze, i ty także Zofjo. Wygnałem z mego domu Marcelange‘a. Pan Paskal ma w tem jakiś własny interes, którego przecież nie znam, ażeby ten człowiek dostał się do domu handlowego Durand, i wymaga ode mnie, ażebym domowi temu zaręczył za uczciwość nędznika, którego wygnałem z mego domu, jako jawnego oszusta.
— Ah! panie — zawołał starzec — to być nie może. Nie spodziewaj się pan od mego syna podobnej nikczemności!
— Jeżeli zaś nikczemności tej odmówię — mówił dalej Dutertre — pan Paskal odbiera mi swoje kapitały, które z taką pewnością przyjąłem, zamyka mi swój kredyt, a w tak krytycznem położeniu będzie to naszą zgubą, naszym upadkiem.
— Wielki Boże — krzyknęła Zofja, zdjęta przerażeniem.
— To jeszcze nie wszystko, mój ojcze — dodał Dutertre — potrzeba jeszcze, żeby i moja żona złożyła odpowiedni haracz hańby i wstydu. Pan Paskal powiada, że się zakochał w pannie Antoninie, i Zofja ma usłużyć jego miłości, o której wie, że jest niemożliwą; miłości, którą dla szlachetnych powodów zupełnie potępia; jeżeli zaś nie, to znowu druga groźba wisi nad naszemi głowami. Oto cała prawda, mój ojcze, ulec zgubie równie strasznej, jak nieprzewidzianej, lub popełnić czyn hańbiący, oto dwie ostateczności, do których mnie zniewala człowiek, któregośmy tak długo uważali za człowieka szlachetnego i prawego.