Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/768

Ta strona została przepisana.

jeszcze miło nazywać kochanym Dutertre. Jeszcze tylko słówko, mój panie — dodał Paskal, zwracając się do starca — opowiedziałem panu szczerze mój postępek z synem pańskim, równie jak jego postępowanie ze mną; lecz ponieważ zbyt wiele kosztowałoby moje serce wyrzec się wiary, jaką miałem w życzliwość tego kochanego pana Karola, ponieważ wiem o okropnem nieszczęściu, które z jego winy może spaść na niego i na jego rodzinę, daję mu jeszcze kwadrans czasu do namysłu i poprawy. Niechaj mi napisze żądany list, niechaj pani Dutertre uczyni mi obietnicę, o którą ją prosiłem, a wszystko wróci do dawnego stanu, i z głośnym krzykiem zawołam o śniadanie i spełnię radosny puhar na cześć przyjaźni. Jest pan ojcem Karola, masz na niego wielki wpływ, osądź więc i decyduj.
— Karolu — rzekł starzec do swego syna wzruszonym głosem — postąpiłeś, jak człowiek uczciwy, dobrze jest, lecz pozostaje ci jeszcze jedna rzecz do zrobienia, odmówić zaręczenia za moralność jednego nędznika, to jeszcze niedość.
— Ah! ah! — zawołał Paskal — więc cóż to jeszcze pozostaje uczynić?
— Jeżeli pan Paskal — mówił dalej starzec — nie odstąpi od swego zgubnego zamiaru, powinieneś, mój synu, napisać do domu Durand, że dla powodów, które ci nie są wiadome, a które może są niebezpieczne, pan Paskal pragnie Marcelange‘a umieścić w domu tych samych ludzi, i że powinni się mieć na baczności, gdyż przemilczeć o tak niecnym zamiarze, znaczyłoby zostać jego wspólnikiem.
— Pójdę za twoją radą, mój ojcze — odpowiedział Dutertre stanowczym tonem.
— Coraz lepiej, coraz lepiej — dodał Paskal z westchnieniem. — Do niewdzięczności dołącza się jeszcze niegodne nadużycie zaufania. Dobrze, spełnię tedy kielich goryczy do samego dna, tylko, moi biedni dawni