Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/773

Ta strona została przepisana.
XIV.

Na widok Magdaleny (którą był nie kto inny jak margrabina de Miranda), radość pani Dutertre była wielka, że przez chwilę wszystkie jej zgryzoty, wszystkie obawy były zupełnie zapomniane, a jej miłe i powabne oblicze zajaśniało żywą radością; ledwie tylko zdołała wymówić przerywanym głosem te słowa.
— Magdaleno, droga Magdaleno! po tak długiem rozłączeniu oglądam cię nareszcie.
Po pierwszych uściskach dwóch młodych kobiet, Zofja rzekła do swej przyjaciółki, pokazując jej kolejno wzrokiem Karola i starca.
— Magdaleno, mój mąż, jego ojciec, nasz ojciec, gdyż on i mnie także nazywa swoją córką.
Magdalena, wszedłszy niespodzianie, rzuciła się na szyję Zofji tak nagle, z takim zapałem przywiązania, że Karol Dutertre nie miał czasu dojrzeć rysów młodej kobiety, lecz kiedy ta, po ostatnich słowach pani Dutertre zwróciła się ku niemu, doznał wrażenia nagłego, dziwnego, wrażenia tak żywego, że przez kilka minut, równie, jak jego żona, zapomniał o mściwych słowach pana Paskala.
To, co Karol Dutertre uczuł na widok Magdaleny, było dziwną mieszaniną zdziwienia, uwielbienia i prawie niepokoju, gdyż doznał zarazem pewnego wyrzutu sumienia, że w tak krytycznej chwili był jeszcze przystęp-