Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/778

Ta strona została przepisana.
XV.

Jak tylko dzieci wyszły z salonu, Magdalena rzekła natychmiast do swej przyjaciółki:
— Jesteśmy więc same, Zofjo. Zaklinam cię, odpowiedzże mi, co ci jest? Skąd ten nagły smutek? Czy nieobecność, oddalenie pozbawiły mnie już twego zaufania?
Zofja miała dosyć siły, żeby pokonać swą zgryzotę i ukryć, nie zamyślając wszakże, tę smutną tajemnicę, która nie była jej wyłączną własnością, nie śmiejąc, nawet najlepszej swojej przyjaciółce wyjawić bliskiego upadku swego męża; odpowiedziała przeto Magdalenie z udanym spokojem:
— Oto, jeżeli ci mam wyznać moją słabość, kochana przyjaciółko, powiem ci, że niekiedy, przesądzając może, trwożę się kłopotami mego męża, z powodu chwilowego przesilenia, jakiemu ulega obecnie przemysł, gdyż — dodała Zofja z wymuszonym uśmiechem — pani margrabina nie wie o tem, że my, biedni przedsiębiorcy, doznajemy chwil ciężkiego przesilenia.
— Lecz, droga Zofjo, chwile takie są tylko przemijające, nieprawdaż? Wszakże one nie są zbyt zatrważające, a w takim razie, jakżeby temu można zaradzić? Nie będąc bardzo bogatą, żyję przecież w dostatku; czy jabym nie mogła...
— Dobra, zacna przyjaciółko — rzekła Zofja ze wzruszeniem, przerywając Magdalenie, — twoje serce nigdy