Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/780

Ta strona została przepisana.

niły mnie do przyjęcia jego wspaniałomyślnej ofiary. Kapłan przyszedł pobłogosławić nasz związek przy jego łóżku, i zaledwie ten obrzęd został spełniony, ręka pana de Miranda zastygła śmiertelnym lodem w mojej dłoni.
— Magdaleno, wybacz mi, zasmuciłam cię mimowolnie, przypominając ci tak przykre wspomnienie.
— Przykre? nie, z miłym smutkiem myślę zawsze o panu de Miranda. Tylko niewdzięczność jest gorzka i przykra dla starca.
— I przy twojej młodości, nie jestże ci ta swoboda uciążliwą? Sama jedna, bez rodziny, czyś mogła się przyzwyczaić do tego samotnego życia?
— Powtarzam sobie, że jestem najszczęśliwzsą z kobiet, po tobie, ma się rozumieć. — Odpowiedziała Magdalena z uśmiechem.
— I nigdy nie miałaś chęci wyjść za mąż powtórnie, albo raczej — dodała Zofja, uśmiechając się także — wyjść za mąż naprawdę? Gdyż pomimo wdowieństwa twego, zawsze jeszcze jesteś panną...
— Przed tobą, kochana Zofjo, nigdy nic taić nie myślę. Tak jest, tak, raz miałam już chęć wyjść za mąż, jak powiadasz: silna miłość, prawdziwy romans — mówiła wesoło Magdalena.
— Zupełnie wolną, cóż mogło cię wstrzymać od tego małżeństwa?
— Niestety! widziałam mego rycerza tylko pzez pięć minut, i to tylko z balkonu.
— Tylko przez pięć minut?
— Nie więcej.
— I pokochałaś go tak odrazu?
— Namiętnie.
— I potem jużeś go nigdy nie spotkała?
— Nigdy, zapewne wrócił on do nieba pomiędzy swych braci cherubinów, których idealną piękność posiadał.
— Magdaleno, czy ty nie żartujesz?
— Słuchaj, przed sześciu miesiącami bawiłam w Wied-