Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/818

Ta strona została przepisana.

nieszczęście, tylko powierzchowność moja tak jest obiecująca.
— Jakto... co pani przez to rozumie?
— O! mój Boże! tak jest, właśnie jestem jak ten tchórz, przed którego groźną postawą wszystko drży i truchleje, a który sam więcej jeszcze drży od każdego, którego przejmuje takim strachem. Mimowolnie obudzam w innych to czego sama nie czuję; wyobraź sobie Wasza Cesarska Wysokość biedną bryłę lodu zdziwioną że rozszerza wkoło siebie płomienie i pożar. Staram się niekiedy osiągnąć jak najwięcej korzyści z tych palących się z mego powodu biedaków, już to dla nich samych, już też dla innych, i to, przysięgam Waszej Cesarskiej Wysokości, bez żadnych zalotów, bez podejść, bez obietnic. Ja pałam dla ciebie, mówił ktoś do mnie. Pal się, być może, iż żar twego ognia stopi moje lody, być może, iż lawa ukrywa się pod śniegiem. Pal się więc, pal, spraw ażeby twój ogień i mnie ogarnął, wszakże ja tego tylko pragnę, jestem wolną i mam dwadzieścia dwa lata.
I to powiedziawszy, Magdalena podniosła głowę, podniosła zasłonę, i śmiało spojrzała na arcyksięcia.
Margrabina prawdę powiedziała, gdyż jej miłość dla owego jasnego cherubina, o której mówiła z Zofją, nie miała w sobie nic ziemskiego.
Książę uwierzył Magdalenie: najprzód, że prawda zawsze prawie niesie z sobą przekonanie, potem, że wiara ta czyniła go szczęśliwym; nie wstydził się już tego nagłego, głębokiego wrażenia, jakie ta niepojęta istota na nim uczyniła, wmawiając w siebie, że jeszcze godną była utrzymywać święty ogień Westy; dla tego też nierozważny książę, utkwiwszy oczy swoje w oczach Magdaleny, napawał się dowolnie otaczającym ją urokiem; nic już nie mówił, tylko przysunął swoje krzesło do krzesła Magdaleny, i z namiętną chciwością wpatrywał się w jej oblicze.
Margrabina odezwała się z uśmiechem:
— Zdaje mi się, że Wasza Książęca Mość zadajesz