Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/852

Ta strona została przepisana.

— Ah! więc znowu? — odezwała się margrabina głosem tkliwego wyrzutu.
— Przebacz, mi, przebacz, Magdaleno, ale, nie jestże to dosyć powierzać swym przyjaciołom rzeczywiste zmartwienia, ażeby ich zasmucać wyznaniem wątpliwych, ale częstokroć bardzo bolesnych przeczuć?
I jakież to są Zofjo, droga moja Zofjo, te twoje przeczucia?
— Oto od wczoraj, ale nie... nie, ty będziesz myślała, żem ja chyba oszalała.
— Będę to może myślała... dobrze... lecz mów... zaklinam cię.
— A zatem, zdaje mi się, że od wczoraj mój mąż zostaje pod wpływem jakiejś stałej myśli... która go wyłącznie zajmuje.
— Być może, że jego interesa?
— Nie... o! nie... jest to coś innego, i to właśnie zasmuca mnie i trwoży.
— Cóżeś tedy zauważyła?
— Wczoraj, po twojem odejściu, postanowiliśmy, że uczyni dwa kroki nadzwyczajnie dla nas ważne; widząc, że naznaczona godzina upływa, poszłam do naszego pokoju, gdzie miał się ubierać. Znalazłam go jeszcze w jego roboczem ubraniu, siedzącego przed stołem, z głową opartą na ręku. Nie słyszał, kiedym weszła do pokoju. Karolu, rzekłam do niego, zapominasz o naznaczonej godzinie, wszakże miałeś wyjść. — Poco wyjść? zapytał mnie. — Ależ mój Boże, dla uczynienia dwóch bardzo ważnych wizyt, w twoim własnym interesie, (i przypomniałam mu dokąd miał się udać). — Masz słuszność; odpowiedział, zapomniałem o tem zupełnie. — Więc o czemże ty myślisz, Karolu? zapytałam go znowu. Zarumienił się, zdawał się być pomieszany i nic nie odpowiedział.
— Może być, że ma jakiś zamiar, jakieś przedsięwzię-