Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/864

Ta strona została przepisana.

matko, ty, której Franciszek i ja będziemy winni całe nasze szczęście. Pójdź i ty, Zofjo — rzekła jeszcze Antonina, biorąc panią Dutertre za rękę — wszakże i ty podzielasz moje szczęście, tak jak podzielałaś moje nadzieje i rozpacz.
— Moje drogie dziecię — odpowiedziała pani Dutertre, starając się pokryć swój smutek — nie potrzebuję ci mówić, jak dalece podzielam twą radość; ale obecność księcia zmieszałaby mnie, a zresztą... przed chwilą powiedziałam Magdalenie, że muszę wrócić do domu... Nie mogę zostawiać moich dzieci zbyt długo bez żadnego dozoru. Uściskaj mnie, Antonino, szczęście twoje jest zapewnione; ta myśl będzie mi słodka, i, jeżeli mam jakie zmartwienie, to, wierzaj mi, przy niej łatwiej takowe zniosę.
— Zofjo — rzekła margrabina pocichu, lecz pewnym głosem do swej przyjaciółki — odwaga i nadzieja; niechaj twój mąż nie wyjeżdża; jutro czekaj mnie u siebie do południa.
— Co mówisz?
— Nie mogę ci nic więcej powiedzieć; ale niechaj przykład Antoniny doda ci ufności. Dzisiaj rano rozpaczała, teraz, spojrzyj na nią, twarz jej promienieje radością.
— Tak, dzięki tobie.
— Uściskajmy się, i pozwól mi jeszcze powtórzyć: odwaga i nadzieja. — Poczem zbliżywszy się do Antoniny, Magdalena rzekła do niej: — teraz, moje dziecię, pójdziemy do księcia.
Antonina i margrabina opuściły panią Dutertre, która, ulegając mimowolnie pod wpływem przekonywającego głosu Magdaleny, wracała do swego smutnego mieszkania wiedziona wątpliwem światłem niejakiej nadziei.
Książę oczekujący na Magdalenę w salonie prezesa Hubert, ukłonił jej się głęboko i rzekł do niej tonem ce-