Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/874

Ta strona została przepisana.
XXVI.

Paskal został olśniony, oczarowany; znalazł bowiem Magdalenę tysiąc razy piękniejszą, niż wczoraj. A chociaż był doskonałym znawcą, jak to poprzednio oznajmił księciu, chociaż już użył i nadużył tych wszystkich skarbów piękności, wdzięków i młodości, które nędza lub chciwość czynią hołdownikami bogactwa, nigdy nie przypuszczał nawet, ażeby podobna kobieta jak Magdalena istnieć mogła na świecie, i rzecz dziwna, albo raczej naturalna dla tego człowieka zepsutego, skażonego przesyceniem się wszelkiemi rozkoszami, że nawet w tej chwili jeszcze stawiał dziewiczą postać Antoniny obok postaci margrabiny; w jego oazach Wenus zdawała się uzupełniać Hebą.
Magdalena, korzystając z mimowolnego milczenia Paskala, rzekła do niego oschłym tonem, takim jednak, który nie zdawał się wcale przypominać wczorajszej sceny, pomimo kilku słów dodanych do jej nazwiska na bilecie wizytowym:
— Mam weksel na imię pańskie... i... chciałam się widzieć z panem dla ułożenia niektórych interesów.
Ten ton wzgardliwy i obojętny zmieszał Paskala, który spodziewał się jeżeli nie usprawiedliwień jakich, to przynajmniej pewnego tłumaczenia z powodu wczorajszego zajścia, dlatego też odpowiedział jąkając się prawie:
— Jakto... pani... przybywa tutaj... tylko... tylko... względem... tego wekslu...
— Względem tego wekslu... przedewszystkiem... a potem także i względem innej rzeczy.