Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/875

Ta strona została przepisana.

— Domyślam się tego — powiedział do siebie Paskal z westchnieniem pewnej ulgi — weksel był tylko prostym pozorem. To dobry znak. Poczem dodał głośno — pani weksel należy do czynności mego kasjera, otrzyma on rozkaz wykonania żądania pani. Co się tyczy tej drugiej rzeczy, która panią do mnie sprowadza, spodziewam się że ta... jest... moją osobistą...
— Tak, panie.
— Zanim przystąpimy do niej, czy pani pozwoli mi uczynić jedno pytanie?
— Jakie?
— Na bilecie, który mi pani kazała oddać, napisała pani, że wczoraj widzieliśmy się w pałacu Elysée?
— Więc tedy?
— Ale zdaje mi się, że pani przypomina sobie nasze spotkanie... tylko piśmiennie.
— Nie rozumiem pana.
— Oto — rzekł Paskal, odzyskując nieznacznie swoją pewność i myśląc, że oschłość głosu Magdaleny była tylko udaniem, którego celu jeszcze nie pojmował. — Oto, pani margrabino, przyznaj pani... że wczoraj obeszłaś się bardzo surowo że sługą swoim...
— To prawda panie. Ale cóż stąd...
— I pani nie czuje żadnego żalu... że byłaś tak złośliwą... Pani nie żałujesz tego wcale...
— Bynajmniej...
— Rozumiem... wywarło to najpomyślniejszy skutek na tym zacnym arcyksięciu — odważył się powiedzieć Paskal z uśmiechem, spodziewając się że tym lub owym sposobem zdoła wyrwać Magdalenę z jej lodowatej obojętności, która go już zaczynała niepokoić — to bardzo zręcznie przybierać pozory stawania w obronie godności tych, nad którymi panujemy... będąc kobietą piękną... godną uwielbienia, jaką pani jesteś; pani musi robić z tym biednym księciem wszystko, co ci się tylko podoba... wyjąwszy... że nigdy nie zrobisz z niego czło-