Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/887

Ta strona została przepisana.
XXVII.

Jakeśmy już powiedzieli, Magdalena wyszedłszy z domu Paskala, kazała się zawieźć do pani Dutertre; ta była sama w swoim pokoju sypialnym, gdy służąca oznajmiła jej przybycie margrabiny.
Zofja siedząc w obszernym fotelu, zdawała się być pogrążoną w bolesnej rozpaczy; na widok swej przyjaciółki, spiesznie podniosła głowę, jej zmienione rysy, świeżemi śladami łez naznaczone, pokryte były śmiertelną bladością.
— Patrz... czytaj... i nie płacz więcej — zawołała Magdalena — doręczając jej akt podpisany przez Paskala — czy nie słusznie mówiłam wczoraj: Nie trać nadziei.
— Ten papier! — rzekła pani Dutertre ze dziwieniem — cóż to znaczy? wytłumacz się.
— Jest to twoje i twego męża oswobodzenie.
— Nasze oswobodzenie?
— Pan Paskal zobowiązał się pozostawić twemu mężowi tyle czasu, ile mu będzie potrzeba do zaspokojenia jego długu.
— Miałożby to być prawdą?! nie... nie... takie szczęście, powtarzam jeszcze, to być nie może!
— Przeczytaj więc... niewierna.
Zofja przelotnie przejrzała dokument, poczem spojrzawszy na margrabinę ze dzumieniem.
— To cud jakiś — rzekła — nie mogę oczom moim