Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/890

Ta strona została przepisana.

samo, co chcieć mnie przekonać, że z wyrachowaniem byłam zalotna... dla twego męża... a Bogu tylko wiadomo... jaka w tem jest moja wina; widziałam go tylko raz jeden... i to w twojej przytomności.
— Magdaleno — zawołała młoda niewiasta z wylaniem i nie mogąc powściągnąć już swoich łez — przebacz mi... uczucie to jest haniebne... niegodne... bo znam całą wzniosłość, twego serca, i ty jeszcze w tej chwili śpieszysz nam wszystkim na ratunek... lecz gdybyś wiedziała...
— Tak jest.... dobra moja Zofjo... gdybym wiedziała... ale nic nie wiem... Otóż złóż przede mną twoje zupełne wyznanie; być może, iż ono oświeci mnie zupełnie.
— Magdaleno... doprawdy, ja się wstydzę, nie będę nigdy miała odwagi.
— Proszę cię... czegóż się lękasz... skoro dzisiaj wieczorem wyjeżdżam.
— Otóż to właśnie... co mnie boli i oburza na siebie samą... wyjazd twój zasmuca mnie... miałam nadzieję oglądać cię tu codziennie, może przez długi przeciąg czasu... gdy tymczasem...
— Gdy tymczasem... wyjazd mój uwolni cię od okrutnej obawy... nieprawdaż? ależ to rzecz bardzo prosta, moja Zofjo kochana, cóż sobie możesz zarzucić? kiedy dzisiaj rano, zanim cię jeszcze widziałam, postanowiłam już wyjechać?
— Prawda... ty tylko tak mówisz... zacna i szlachetna przyjaciółko.
— Zofjo, ja nigdy nie kłamałam... powtarzam ci, że dzisiaj rano, zanim do ciebie przyszłam... mój wyjazd był już ułożony... ale zaklinam cię, powiedz mi jakie powody zbudziły twą zazdrość... być może iż to jest ważniejsze, aniżeli sobie wyobrażasz dla szczęścia twojej przyszłości.
— Słuchaj zatem! Wczoraj wieczorem Karol przybył do domu, strudzony, znękany i przerażony szybkiemi