Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/893

Ta strona została przepisana.

jaciółmi, połączonymi najdroższym i najświętszym obowiązkiem... czy to prawda?
— Prawda, Magdaleno, i jeżeli ci mam wyznać... żałowałam niekiedy tych pierwszych dni młodości i miłości; ale później wyrzucałam sobie te żale... wmawiając w siebie, że one nie dadzą się może pogodzić z poważnemi obowiązkami, jakie na nas wkłada macierzyństwo.
— Biedna Zofjo... ale powiedz mi... wszakże to ostudzenie... albo raczej... przeistoczenie kochanków w małżonków, w przyjaciół, jeżeli tak wolisz nie było wcale nagłe, nieprawdaż? Przyszło ono nieznacznie, i tak, żeś tego prawie nie spostrzegła.
— Rzeczywiście... ale skądże ty to wiesz?
— Jeszcze jedno pytanie... droga Zofjo... w pierwszych czasach waszej miłości... byliście oboje... ty i twój mąż... bardzo zalotni względem siebie? jestem tego pewną. Twoja toaleta pewnie nigdy nie była dosyć świeżą... dosyć ładną... podnieść wdziękiem i starannością to wszystko co było powabnem w tobie... podobać się mężowi, ujmować go zawsze, pragnąć ażeby zawsze był zakochanym, było twoją jedyną myślą... Twój Karol zawsze jakiś kwiatek, jakieś zapachy lubił więcej od innych kwiatków od innych zapachów... to też twoje piękne włosy, twoje suknie wydawały tę woń przyjemną, która w naszej nieobecności materjaliuzje, że tak powiem, wspomnienie ukochanej kobiety...
— To prawda... lubiliśmy nadzwyczajnie zapach fiołków i irysu... woń ta zawsze mi przypomina pierwsze chwile naszego małżeństwa.
— Przekonasz się sama... Co zaś do twego męża, jestem pewną, że i on elegancją, staraniem, gustem odznaczał się we wszystkich szczegółach swej toalety... słowem, oboje pełni zapału, namiętni, z rozkoszą walczyliście na przemian wszystkiemi słodyczami waszej młodej miłości... ale niestety! na łonie tego łatwego, tego dogodnego szczęścia, nieznacznie powstało przywyknie-