Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/899

Ta strona została przepisana.

— Dawniej?
— Miałam bardzo ładne.
— I gdzież one są?
— Zdawało mi się, że one zbyt młodo wyglądają dla matki rodziny — odpowiedziała Zofja z uśmiechem — i wygnałam je tam na górę tej szafy za szkłem.
Margrabina nie czekała już więcej, lecz pobiegła do szafy, w której wszystko najokropniej poprzewracała, nareszcie znalazła dwa czy trzy szlafroczki ładne, i zupełnie świeże; wybrała z nich jeden jasnoniebieski w paski słomkowe, którego szerokie, otwarte rękawy miały odsłaniać od łokcia nagie ręce Zofji, a chociaż zamykający się z przodu, szlafroczek ten mógł się dowolnie otwierać i tym sposobem odsłonić niekiedy piękną pierś Zofji.
— Wybornie — zawołała Magdalena — materja jest bardzo ładna i tak świeża jak gdyby była nowa; potrzeba teraz białych jedwabnych pończoch, godnych tych eleganckich pantofelków kopciuszka, które także widzę w tej szafie... w której zachowałaś wszystkie twoje zbroje jak wojownik co już na zawsze wojny wyrzekł się.
— Ale, moja droga Magdaleno — rzekła Zofjaja...
— Niema tu żadnych, ale — przerwała margrabina niecierpliwie.
Pomimo oporu, Zofja Dutertre była posłuszną radom i staraniom swej przyjaciółki; jakoż wkrótce, spoczywając na sofie w pozycji pełnej wdzięku, zezwoliła, ażeby margrabina dokończyła ostatnich mistrzowskich zarysów tego żyjącego obrazu. Rzeczywiście, Magdalena spuściła na jej szyję śnieżnej białości kilka długich puklów jej ciemnych włosów, podniosła nieco szerokie rękawy, ażeby przez to pokazać piękny łokieć, opatrzony dwoma zalotnemi dołeczkami, otworzyła trochę (pomimo oporu Zofji) gors szlafroczka ufałdowany z dziwnem wyrachowaniem, i odsłoniła część nóżki, utoczonej podług najpiękniejszych wzorów.
Wyznać musimy, że Zofja Dutertre była zachwycają-