Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/901

Ta strona została przepisana.

stać, i nie spostrzegł odrazu przemiany Zofji, która odezwała się do niego:
— Karolu, jesteśmy ocaleni... oto jest zrzeczenie się pana Paskala.
— Wielki Boże! czy to być może? — zawołał Dutertre, przebiegając oczyma papiery, które mu jego żona podała; następnie wzrok jego podniósł się i zatrzymał na Zofji. Wtedy to dopiero zwrócił uwagę na jej zalotną i wyzywającą toaletę; po chwili zdziwienia i uwielbienia zawołał namiętnym głosem:
— Zofjo! cóż to ja widzę? ta toaleta tak piękna, tak nowa... tyś ją przywdziała dla uświetnienia chwili naszego ocalenia?
— Karolu — odpowiedziała Zofja, uśmiechając się i rumieniąc kolejno, toaleta nie jest wcale nowa... kilka lat temu... jeżeli sobie przypominasz... jużem ci się w niej podobała...
— Jeżeli sobie przypominam? — zawołał Dutertre, czując odzywające się w duszy tysiączne wspomnienia miłości i rozkoszy. — Ah! były to piękne chwile naszej gorącej miłości, a te szczęśliwe czasy wracają się... istnieją dzisiaj powtórnie... widzę cię jak dawniej... piękność twoja przyświeca moim oczom zupełnie nowym blaskiem... nie wiem jaki dziwny urok... ale ta elegancja... ta zalotność... ten wdzięk... ten rumieniec na twoich licach... wszystko aż do tego wdzięcznego zapachu irysu, któryśmy tak lubili... wszystko to zachwyca mnie i upaja... nigdy, nie, nigdy nie widziałem cię piękniejszą — dodał Dutertre namiętnie, całując z zapałem piękne ręce Zofji! tak, to ty jesteś, ty, niezawodnie, znajduję cię znowu zachwycającą, kochanko pierwszej mojej miłości.
— Teraz, moje dziecię... zdaje mi się, że najwłaściwiej będzie, jeżeli się oddalimy — rzekła pocichu Magdalena do Antoniny, uśmiechając się nieznacznie.
I obie wyszły na palcach z salonu, którego drzwi Ma-