Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/906

Ta strona została przepisana.

go lenistwa. Ale, wierząj mi, Florencjo, skończymy już te żarty, ubieraj się i jedzmy, zaklinam cię.
— Ja znowu, z mojej strony, drogi Aleksandrze, zaklinam cię, zajmij się sam temi sprawunkami, a za to przyrzekam ci, że wieczorem pojadę z tobą na spacer w otwartej karecie do lasku Bulońskiego. Z nadejśicem nocy będę mogła włożyć tylko mantylę i kapelusz.
— Co znowu! przecież to dzień przyjęć pani de Saint-Prix; ona dwa razy była u ciebie, a ty wcaleś jej jeszcze nie odwiedziła. Uczynisz mi więc tę przyjemność, że wieczorem pojedziemy do niej.
— Ubierać się, ah! to jest okropnie nudne.
— Moja pani, nie idzie tu o to, co jest nudne lub zabawne, lecz o spełnienie obowiązków towarzyskich. Pojedziemy do pani Saint-Prix.
— Towarzystwo obejdzie się beze mnie jak i ja bez niego... Nie lubię świata... i nie pojadę do pani de Saint-Prix.
— Pojedziesz...
— Nie... a kiedy mówię nie... to nie...
— Do pioruna!
— Słuchaj, mój przyjacielu, mówiłam ci już nieraz... że poszłam za mąż dlatego, żeby wyjść z klasztoru... żeby wstawać codziennie o tej godzinie, kiedy mi się będzie podobało... żeby już nie brać żadnych lekcyj... żeby używać rozkoszy nie zajmowania się niczem, słowem, żeby być panią samej siebie.
— Ależ ty mówisz i rozumujesz jak dziecko, jak zepsute dziecko...
— Niechaj i tak będzie.
— Ah! prawda, opiekun twój uprzedził mnie... Czemuż mu nie wierzyłem? Lecz ja daleki byłem od myśli, żeby mógł na świecie istnieć charakter podobny do twojego. Myślałem sobie wtedy, w szesnastoletniej panience, ta ociężałość, to lenistwo, nie jest niczem innem, jak znudzeniem, jak zniechęceniem, które sprowadza jed-