Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/917

Ta strona została przepisana.

— Jest, pani margrabino, znajduje się w przedpokoju.
— Przyślij go do mnie.
Służący wyszedł z pokoju.
— Dlaczegóż to, Florencjo, chcesz wysłać innego służącego, nie tego, który tu już przyszedł? — zapytała pani d’Infreville.
— Mój kamerdyner umie czytać; zdaje mi się, że jest dosyć ciekawy, zdziwiłby się, że piszę do ciebie wtedy, kiedy sama jesteś u mnie. Lokaj zaś, którego kazałam zawołać, nie umie czytać, jest ograniczony, nie trzeba się zatem niczego z jegoo strony obawiać.
— Masz słuszność, wielką słuszność; w pomieszaniu mojem nie zastanowiłam się nad tem wcale.
— Pani margrabina kazała mnie wołać? — rzekł Baptysta, wszedłszy do salonu.
— Wszak znasz kwiaciarkę, mającą swój stragan przed Łazienkami Chińskiemi? — zapytała go Florencja.
— Znam, pani.
— Pójdziesz do niej i kupisz mi dwa duże bukiety kwiatów.
— Dobrze, pani.
I służący już chciał wyjść.
— Ah! zapomniałam jeszcze — rzekła pani de Luceval, przywołując go napowrót — oddasz jeszcze na pocztę ten list.
— Czy pani już nie ma żadnego zlecenia?
— Nie.
I Baptysta wyszedł.
Pani d’Infreville zrozumiała zamiar swej przyjaciółki, która była tak przezorna, że główne swoje zlecenie wydala tak, jakgdyby ono było tylko podrzędnem.
— Dziękuję, dziękuję ci, droga Florencjo — rzekła do niej z uczuciem szczerej wdzięczności. Ah! oby Bóg dał, żeby twoje dobre chęci nie były dla mnie bezskutecznemu