Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/937

Ta strona została przepisana.
V.

Po chwili namysłu i milczenia, Florencja rzekła do Walentyny:
— Pojmuję doskonale, że rozmaite zdarzenia tego pierwszego dnia, w którym ujrzałaś naszego kuzyna, Michała, uczyniły na tobie, moja biedna przyjaciółko, żywe wrażenie; znalazłaś go mężczyzną rzadkiej piękności, umysł jego był wyższym, ponieważ zdawał się wywierać pewien wpływ na jednym z najznakomitszych ludzi naszej epoki, i nareszcie to, coś wiedziała o względności Michała dla jego starej mamki, wszystko to dowodziło ci tkliwości i wspaniałomyślności jego serca. Niestety! nie potrzeba było tylu przedmiotów, ażeby obudzić twoje zajęcie w tem smutnem położeniu, w jakiem się naówczas znajdowałaś.
— Nie potrzebuję ci wspominać, że całą noc mimowolnie myślałam o Michale. Nazajutrz, jak tylko mogłam najspieszniej pobiegłam znowu do okna; dzień był prześliczny; Michał, równie jak w wilję przepędził go cały w galerji, leżąc na swoim dywanie, paląc, marząc, czytając i zachwycając się, jak mi to później powiedział, szczęściem istnienia. Tego dnia ujrzałam przybywającego do niego człowieka ubranego czarno, i mającego pod pachą ogromny portfel; zdawało mi się, że był to jakiś ajent lub pełnomocnik; rzeczywiście wydobył on z portfelu jakieś papiery; chciał je odczytać Michałowi, lecz ten odebrał je od niego i nie czytając wcale podpi-