Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/946

Ta strona została przepisana.

się, że byłabym bardzo szczęśliwa, gdybym także miała jakiego Michałka.
— Florencjo, co mówisz?
— Pozwól mi tylko dokończyć i, nie ukrywając nic przed tobą, ponieważ także spodziewam się rozmaitych zajść pomiędzy mną, a mężem moim, który staje się dla mnie coraz nieznośniejszym, przewiduję w przyszłości (gdybym równie jak ty miała być doprowadzoną do ostateczności) konieczną potrzebę wyszukania sobie jakiej pociechy, w związku tak niestosownie skojarzonym.
— Ah! Florencjo! — zawołała Walentyna z wyrazem strwożonej tkliwości — strzeż się tego, gdybyś ty wiedziała...
— Gdybym wiedziała — rzekła pani de Luceval przerywając swej przyjaciółce — gdybym wiedziała. Ale właśnie, i dzięki ci za to, teraz wiem już; i po tem wszystkiem, coś mi powiedziała, wielki Boże! wielki Boże! — dodała młoda kobieta z naiwną i niemal komiczną trwogą — teraz, kiedy wiem ile to potrzeba niepokoju, wzruszeń, trudów, zabiegów, udręczeń, ażeby mieć kochanka, przysięgam ci, że mi nigdy nawet chęć nie przyjdzie, ażebym miała sobie szukać jakiego. Nie, nie, zdaje mi się, że wołałabym raczej udać się pod Biegun północny lub na Kaukaz z moim mężem. Kochanek! o nieba! ileż to trudów! Ręczę ci, że pod tym względem, moje lenistwo będzie dla mnie cnotą; rzeczywiście, każdy może być cnotliwym w miarę środków swoich, a byle tylko nim być, to rzecz główna. Nieprawdaż?
Florencja, wymawiając te słowa, przybrała wyraz tak poważny i tak śmieszny zarazem, że jej przyjaciółka, pomimo trosk swoich, musiała się uśmiechnąć, gdy tymczasem pani de Luceval mówiła dalej:
— Ah! biedna Walentyno, lituję się nad tobą, lituję podwójnie, bo ty masz słuszność, że takie życie to prawdziwe piekło!
— Tak jest, tak, piekło, i wierzaj mi, Florencjo, ko-