Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/954

Ta strona została przepisana.
VII.

Około czterech lat upłynęło od wypadków, któreśmy dotąd opowiedzieli.
Zima była przykra, mróz mocny, niebo szare i ponure.
Jakaś kobieta idzie spiesznie ulicą Vaugirard, zatrzymując się gdzieniegdzie dla przypatrzenia się numerom domów, jak gdyby szukała czyjegoś mieszkania.
Kobieta ta ubrana w żałobę, zdaje się mieć dwadzieścia dwa lub dwadzieścia trzy lata, jest wysoka, wysmukła, brunetka, ma wielkie czarne oczy, pełne wyrazu i ognia; rysy jej są piękne, chociaż znękane nieco; wyraz twarzy żywy i zmienny, objawia naprzemian gorzki smutek, lub niepokój, pełen niecierpliwości; chód jej niejednostajny, czasami bardzo przyśpieszony, zwiastuje także mocne wzruszenie wewnętrzne.
Przeszedłszy może połowę ulicy Vaugirard, młoda kobieta zaczęła znowu sprawdzać numery strony nieparzystej, a stanąwszy przed domem oznaczonym numerem 57, zatrzymała się, zadrżała, i przyłożyła rękę do serca, jak gdyby chciała stłumić jego gwałtowne uderzenia; stojąc chwilę czasu na miejscu, zbliżyła się nareszcie do bramy, potem znowu się zatrzymała z oznakami widocznego wahania; lecz ujrzawszy tablicę z kartami donoszącemi o rozmaitych lokalach do wynajęcia, zamyśliła się chwilkę i śmiało weszła do tego domu, mówiąc do odźwiernego:
— Wszakże tu są mieszkania do wynajęcia?