Strona:PL Szpieg.djvu/124

Ta strona została uwierzytelniona.


Zobaczywszy ją chłopak poskoczył żywo, bo wiedział o losie Juljana, a z zapłakanych oczów łatwo się było domyślić wielkiego nieszczęścia...
— Mój Boże, zawołał, czy kto w domu nie chory? Powiedz mi moja droga? Może ja wam być mogę pomocnym! mów, rozkazuj!
— Wiesz o Juljanie?
— A! wiem...
— Wiesz więc wszystko; ale ja mam wielką, wielką prośbę do ciebie. — I dziewczę podało mu rączkę wlepiając weń niebieskie swe błagające oczy. —
— Kaziu, mój drogi, jeśli ty mnie kochasz, zrób o co cię prosić będę, przysiąż!!
— Czyż możesz mnie prosić, czy potrzebujesz przysięgi? Zrobię co tylko mogę, choćby życie dać przyszło!
— A gdyby przyszło odebrać? spytała Rózia wpatrując się w niego — i powoli po jednym rzucając wyrazy.
— Żeby ciebie uratować?
— Tak...
Po chwilce milczenia Rózia przybliżyła się i szepnęła mu na ucho:
— Daj mi — mocnéj, mocnéj, okropnéj trucizny, koniecznie jéj potrzebuję.... Kaziu! nie odmów!
Kaziu osłupiał.