Strona:PL Tadeusz Boy-Żeleński - Nasi okupanci.djvu/162

Ta strona została uwierzytelniona.
Zaiste, sukces nielada! I to wszystko dzieje się w XX w. w centrum Europy! Możnaby płakać ze śmiechu, gdyby się nie musiało wyć z oburzenia. W ten »uczciwy« sposób zbierze się w całym kraju i kilkaset tysięcy podpisów. Wprawdzie jestem przekonany, że czynniki rozstrzygające nie dadzą się zastraszyć, chodzi mi jednak o scharakteryzowanie oburzającej działalności duchowieństwa i pokrewnych stowarzyszeń w tak ważnej kwestji. Blagą i terrorem zdobywa się podpisy ludzi nieświadomych. Bo któryż z parafjan czy sodalisów zdobędzie się na odmówienie swego podpisu, jeśli ksiądz proboszcz tak nakazuje? Kto ze służby dworskiej nie podpisze, jeśli chlebodawca da mu do zrozumienia, że w przeciwnym wypadku straci posadę?
Niema prawie gazety, w którejby usłużni wasale duchowieństwa nie pomstowali przeciw projektowi: w sodalicjach szaleją dewotki, ambony co niedzielę gromią rząd i projektodawców, Polskie Radjo usłużnie roznosi na falach eteru te gromy w najdalsze zaułki. A z przeciwnej strony nie robi się nic. Wielki czas zorganizować kontrpropagandę, uświadamiać ogół przez prasę, odczyty i radjo o pożyteczności reformy. Raz zwalić ten chiński mur. Całe społeczeństwo potrafi to należycie ocenić.
Stefan Theodorowicz.