Strona:PL Tadeusz Boy-Żeleński - Pijane dziecko we mgle.djvu/127

Ta strona została uwierzytelniona.



PODNIEBNYM TRAMWAJEM.

Opisywać dziś swoją parogodzinną podróż samolotem, dziś gdy coraz to nowe Lindbergi przebywają Atlantyk, gdy linje powietrzne między miastami kursują z wzorową regularnością, mogłoby się to wydać śmieszne. Ale, z drugiej strony, jak nie pisać o tem, co wciąż jeszcze zdaje się cudem, czemu nie przestajemy się dziwić co dnia, zwłaszcza my, którzy pamiętamy pierwsze nieśmiałe próby wzlotów. Następne pokolenie zapewne nie będzie już znało tego uczucia.
Jest tu przytem materjał do refleksji. Mianowicie na temat fizjologicznej niemal solidarności masy ludzkiej, wspólności jej przeżyć i doświadczeń. Kiedy znalazłem się koło hangaru we Lwowie, aby odlecieć do Warszawy, byłem na lotnisku wogóle pierwszy raz. Nigdy nie widziałem zbliska wznoszącego się samolotu, nigdy sam nie fruwałem. Było więc czemu się dziwować. I właśnie nie. Wszystko wydało mi się najzupełniej naturalne. Patrzałem na te olbrzymie ptaki raz po raz zrywające się z ziemi. Wsiadłem do