Strona:PL Tadeusz Boy-Żeleński - Pijane dziecko we mgle.djvu/44

Ta strona została uwierzytelniona.



TRZĘSAWISKO.

W ostatnich tygodniach znowu jesteśmy świadkami istnej krucjaty, prowadzonej na łamach wielu pism przeciw okropnościom przekładów. Pani Marja Dąbrowska oświetla czeluści Bibljoteki Laureatów Nobla; p. Parandowski jeszcze leje łzy nad zmasakrowaną Panią Bowary i innemi swemi ulubionemi książkami. Czy potrzeba tu dodać ową słynną „kulę z halabardy w żołądku“, która niedawno znalazła się w przekładzie mistrza stylu, Prospera Mérimée? Możnaby tę listę mnożyć bez końca, ale z jakim skutkiem? Sam p. Parandowski opatrzył swój artykulik smętnym tytułem Groch o ścianę. Istotnie kwestja przekładów, to jeden z najciemniejszych punktów naszej kultury literackiej: kompromituje ona w równym stopniu wydawców, tych handlarzy żywym towarem ducha, tłómaczów-zbrodniarzy, lekkomyślność krytyki i wreszcie apatję publiczności. Wyznaję jednak, że mniej winię tu wydawców, niż się to czyni zazwyczaj. (Nie mówię o pokątnych wydawcach śmieci). Nie jest rolą wydawcy