Strona:PL Tadeusz Boy-Żeleński - Pijane dziecko we mgle.djvu/95

Ta strona została uwierzytelniona.

grzywny i procenty od procentów, etc. I, aby tego uniknąć, biedny literat zaczyna się zastanawiać, czy nie trzeba mu będzie zacząć prowadzić ksiąg handlowych.
I oto dochodzę do głównego punktu moich rozważań. Jeżeli przyjmiemy, że literatura jest przedsiębiorstwem handlowem (a do tej godności chcą ją wyraźnie wynieść nasze władze podatkowe), jeżeli poeta czy inny literat, aby uniknąć kolizji z władzą, ma prowadzić księgi, godziłoby się ustalić zasadę, wedle której te księgi mają być prowadzone.
— Bardzo proste, odpowie ktoś. Masz wpisać, literacie, wszystko coś skąd dostał, a władza wymierzy ci od tego odpowiedni podatek.
— Za pozwoleniem! Rzeczy nie są tak proste. To byłoby tak, jakgdyby np. stolarz liczył jako dochód sumy uzyskane ze sprzedaży gotowych mebli, a nie uwzględniał wydatków na robociznę, na surowiec, na lokal, etc. Wpływ a dochód, to są rzeczy różne. Jeżeli uznamy literaturę za przemysł, w takim razie musimy przyjąć, że pisarz jest to wytwórca, który przerabia przeżycia, wrażenia, na książki, tak jak każdy inny wytwórca przerabia surowiec na produkt, jak stolarz przerabia drzewo na mebel. Otóż surowiec kosztuje; a dochodem można nazwać dopiero różnicę między kosztem produkcji, a kwotą uzyskaną ze sprzedaży.