Strona:PL Tarnowski-Szkice helweckie i Talia.djvu/066

Ta strona została przepisana.
Edmund


(Przy oknie)


Zaraz, co za gracja!... taka niepospolita powierzchowność….

Pułkownikowa

Idźże!...

Edmund

Zaraz – zaraz.

(Odchodzi)


Olga


(Rzucając się na szyję Pułkownikowej)


A! witajcie!

Pułkownikowa

Moja droga! dziecko ty moje!

Olga

Rok minął – droga pani! I ja tutaj? – nie wierzę sobie sama, tak tu uroczo w tej ustroni, że dotąd snem mi się zdaje. –

Pułkownikowa

Nie mogę się tobą nacieszyć. –

Olga

Moja dobra matko! Mogę cię tak nazwać… boś ty mnie jedna w świecie nauczyła patrzeć tam! (wskazuje niebo) i patrzeć tu! (wskazuje serce). Tyś zastąpiła mi matkę po duchu.