Strona:PL Thierry - Za Drugiego Cesarstwa.djvu/54

Ta strona została przepisana.

— Ależ on nie zniesie podróży — nalegał Gravenoire — toby go zabiło.
Lekarz włoski przychylał się do zdania pana Gravenoire.
— Rana bardzo niebezpieczna — mruczał, — może być źle...
— Mniejsza o to — odparł porywczo Traventi — jedźmy!
Drugi sekundant pobiegł sprowadzić powóz. Lekarze opatrzyli ranę i z ostrożnością zanieśli księcia do karety. Trzéj włosi wsiedli do niéj, podtrzymując rannego.
Andiamo! — zawołał Traventi.
Powóz jechał zwolna, jakby za pogrzebem, i zniknął w mgle wieczornéj. Przeciwnicy długo patrzyli za nim.
— Do Paryża zawiozą trupa — rzekł lekarz Marcelego.




Rozyna Savelli.

Wicehrabia Besnard szedł milczący i zamyślony; Gravenoire zbliżył się do niego.
— Winszuję ci — rzekł — ale nigdy jeszcze nie widziałem tak dziwnego pojedynku.
— A tak — powtórzył Marceli — znieważony przeciwnik pozwala mierzyć do siebie, ale sam nie strzela, odkładając zemstę napóźniéj... Ha! zobaczymy.