Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/525

Ta strona została przepisana.

Lady Campbell tymczasem wróciła do Rio-Santa dla zdania mu sprawy o złym skutku swego posłannictwa.
Zdawało się, że ta wiadomość mocno zmartwiła Rio-Santa.
— Teraz milady, rzekł, nie jestem już tu potrzebny; sądzę, że postępowałem jak człowiek honoru.
— Ależ, markizie, zawołała lady Campbell, nie ma nic straconego... z czasem mozże...
— Mam czekać! rzekł markiz z goryczą; nie, nie mogę pani... Ofiarowałem pannie Trewor moję miłość i rękę... miłość prawdziwą i rękę bez skazy!... Odrzucono mię!...
— Brat mój pozna swój błąd... i jeżeli nie dla mnie, milordzie, to dla kochającéj cię Maryi, chciej mieć trochę cierpliwości!
— Ah! gdybym był tego pewny! z westchnieniem odpowiedział Rio-Santo.
— To cóżbyś uczynił milordzie?
— Cobym uczynił! zawołał markiz, nagle się zapalając, pominąłbym wszelkie względy; zdeptałbym nogami czcze skrupuły...Powiedziałbym ci pani... ale nie o mnie samego tylko tu chodzi.