Strona:PL Władysław Stanisław Reymont - Pisma - Tom 32 - Ave Patria.djvu/128

Ta strona została uwierzytelniona.

Poszli dalej w najlepszej zgodzie i tak się szybko porozumieli, że Stach zabrał go do siebie na noc, na Hożą, bo czerwony mieszkał aż za Wolskiemi rogatkami, pracował w jakiejś fabryce, więc Stach błyskawicznie powziął jakieś zamiary na niego.

II.


Na drugi dzień posłał jej ogromny bukiet kwiatów, pudełko cukierków i pudełko perfum, bo jej heljotropowych znosić nie mógł, a już o wpół do szóstej szturmował do małego domku.
— Czego? — krzyknęła ostro stara pani, wysuwając głowę.
— Panna Zofja w domu?
— Zaczekać! Zośka! Jakiś pan do ciebie! — zawołała głośno.
Ale Zośka już biegła naprzeciw niego i, nie przedstawiając go matce, pociągnęła za sobą do drugiego pokoju.
— Bałam się, że pan zapomni! — wykrzyknęła radośnie.
— Czy mógłbym!
Przywitali się spokojnie, bo drzwi do matki były otwarte i stara co chwila zaglądała do nich.
Pożerał ją oczami, bo wyglądała dzisiaj nadzwyczajnie. Jakaś prosta blado-fiołkowa suknia