Strona:PL W klatce.djvu/243

Ta strona została uwierzytelniona.
III.


Nie chcą się zejść, a schodzą się.


Tydzień minął od bytności Lucyana u pani Warskiéj, a przez ten czas młody doktor codziennie odwiedział swoję pacyentkę, przyjeżdżając najczęściéj konno, na dzielnym i pięknym gniadoszu, i codziennie téż dziedziczka Jodłowéj przez okna swego domu widziała go, jak szybko mijał żelazne otoczenie jéj dziedzińca i ogrodu.
Czy to wypadkiem, czy umyślnie, młody doktor bywał u Dembowskich bardzo rano i odjeżdżał wtedy, gdy odsłaniały się zaledwie rolety w oknach sypialni pani Warskiéj.
Kiedy piérwszy raz Klotylda zobaczyła Lucyana, jadącego po-za jodłami, pochyliła się ku oknu tak, że aż z ręki Marylki wypadł grzebień, którym czesała gęste włosy swéj pani.
— Kto to przejechał konno? — spytała.
— To doktor z N., pan Dolewski — odpowiedzia-