Strona:PL Washington Irving - Z podróży po stepach Ameryki.djvu/14

Ta strona została przepisana.

była ponad powierzchnią wody. Podawano mi strzelby, karabiny, bronie mniejszego kalibru, ale w takiej ilości i wadze, iż wkrótce trzeba mi było protestować, że więcej nie wezmę, bo skóra na dobre chwiać i przechylać się poczynała. Odepchnięto ją i wpłynęliśmy na głębie. Było to wrażenie na pół komiczne, na pół poważne, gdym się ujrzał żeglarzem na skórze wołowej, na rzece wśród pustyni, otoczonej dziką naturą, ciągnięty zębami dzikiego człowieka, wydającego w czasie przepływania istnie diabelskie wniebogłosy. Dla dodania im otuchy, na środku rzeki się znajdując, dwa razy strzeliłem w powietrze z mej dubeltówki. Echo tych strzałów odwtórzyło się w nieskończoność pustyń i lasów, a z brzegu odpowiedzieli mu okrzykiem liczni towarzysze. Wkrótce wszystkich przeprawiono tymże sposobem. Proszę sobie teraz wyobrazić, w jaką pychę wzbity Tony przechadzał się po brzegu, jako wynalazca tego środka przeprawy. Beatte zaś pozostał surowy i milczący, ani jedna marszczka jego saturnowatej twarzy nie poruszyła się. Mruknął tylko ponuro. Teraz widzę, że Indjanin przecie na co przydać się może. Szeroki brzeg pełen piaszczystego nasypu, cały narzucony był niezliczonemi ślady sarn, głuszczów, niedźwiedzi, indyków i wodnego ptactwa. Wybrzeża były prześliczne: tu długie błękitne laguny, dziergane wierzbami i drzewami bawełny, tam bujne knieje leśne, szeroko rozwarte, na których majestatycznie panowały rozłożyste platany, a w oddaleniu łagodne wzgórza, lasem kędzierzawe, jakby z pod rę- Ryukisdaela wyrosłe.... Listki już miały odcień złotawy doświadczenia jesiennego, co nadawało krajobrazowi pewien ton pełen harmonii, bogaty i wspaniały, jak złotawe tła Claude Lorraina. Pierwszy plan rzeki był ożywiony okrągłą łodzią, na której kapitan się jeszcze przeprawiał, a dalszy długim szeregiem naszych towarzyszy, którzy pojedynkami przeprawiali się po nasypach, lub wpław przebywali rwiące prądy strumienia.

V.
Burza w stepach. Popas. Scena nocna. Historja dzikich. Koń spłoszony.

W ciągu pierwszej połowy dnia, udaliśmy się ku południowi, pomiędzy las dębów karłowatych, zwanych Czarne zmory (Jack noir). Ziemia, na której rosną, jest bardzo ślizka. Często tylko piasek ruchomy, po którym kopyta koni w czasie deszczu bardzo się ślizgają. Czasami zapadają zupełnie w bagniste pokłady. W tem położeniu byliśmy