Strona:PL Washington Irving - Z podróży po stepach Ameryki.djvu/9

Ta strona została przepisana.

mściły, ani nas atakowały, osłupiałe kołowały i pełzały smutno dokoła ruin swego państwa, lamentujące głuchym brzękiem, nie kusząc się nawet o ukłucie którego z nas. Każden zabrał się gorliwie do rzeczy, krając i biorąc plastry wonne dużemi kindżałami myśliwskiemi, które w nich po rękojeść grzęzły. Plastry u spodu drzewa były poczerniałe, wyżej bursztynowo złote, u wierzchu śnieżne. Składano je warstwami w duże naczynia gliniane, a co się złamało lub pokruszyło, natychmiast znikało pożarte przez towarzyszy obdarzonych apetytem majówki. Nie sam bartnik korzystał z upadku nieszczęśliwych, była to i cała chmara głodnych trutniów z drzew sąsiednich, która żarłocznie opadła niedogryzki miodu, spijając bogate zasoby, tak zacnie zapracowane. Trutnie używały tego z taką dobrą miną, tak pewne siebie, jak gdyby tej pewności zapożyczyły u ludzi. Pszczoły zdały się obojętnemi na wszystko, nawet smak utraconych skarbów ich nie nęcił, pełzały po ziemi smutno i niedbale, podobne do rozbitka, (jakich nieraz widziałem), stojącego z głuchem gwizdaniem i rękoma w kieszeniach nad szczątkami rozbitego statku lub spalonej chaty. Trudno opisać zdumienie, trwogę, pomieszanie i rozpacz pszczół-pracownic, które nieobecne w czasie katastrofy wracały z daleka. Najprzód w powietrzu opisywały wielkie koła nad strzaskanem drzewem, potem zgromadziły się na jednej z suchych gałęzi, z głuchym lamentem nad utratą swej stolicy. Scena melancholiczna, nad którą Jakób mógł moralizować całemi godzinami. Opuściliśmy plac boju zostawiając jeszcze pełne pokłady miodowe. Będzie on zdobyczą włóczęgi — rzekł Bartnik.
— Jakiego włóczęgi? — zapytałem.
— Niedźwiedzia — odparł. Niedźwiedzie największą mają wprawę w tropieniu pszczół. Dopóty gryzą korę i drzewo, aż przegryzą otwór dostateczny, by przezeń wpakować łapy do środka; raz się tam dostawszy, wydzierają miód, muchę i wszystko!

III.
(Zabawy w dzikiem polu. — Narada. — Biesiada myśliwych. — Sceny wieczorne. — Muzyka nocna. — Nieszczęsny los sowy, dyletantki amatorki muzyki.)

Wróciwszy, zastaliśmy resztę towarzy-